Tuż przed ósmą rano w spokojną niedzielę, 7 grudnia 1941, nad hawajską wyspą Oahu narastał warkot silników. Marynarze na pancernikach zacumowanych w Pearl Harbor unieśli wzrok i zobaczyli nisko przechylające się samoloty, a dopiero gdy spadły pierwsze bomby, dotarła do nich prawda, to nie były ćwiczenia. W ciągu dwóch godzin duma Floty Pacyfiku Stanów Zjednoczonych płonęła na płyciznach, a naród, który liczył na pozostanie z dala od wojny, obudził się rzucony w sam jej środek. Świat, jaki znali tego ranka, skończył się wraz z pierwszymi eksplozjami.
Plan zrodzony z zaskoczenia
Nalot był dziełem admirała Isoroku Yamamoto, który wnioskował, że Japonia nie wygra długiej wojny z amerykańskim przemysłem, i dlatego postawił wszystko na jeden druzgocący cios. Jego plan wysłał zespół uderzeniowy sześciu lotniskowców w tajemnicy przez północny Pacyfik, przy zachowaniu ciszy radiowej, do punktu startu kilkaset mil na północ od Hawajów. Stamtąd miały poderwać samoloty przeciwko flocie, zanim Waszyngton i Tokio formalnie znalazły się w stanie wojny. Był to plan zuchwały, drobiazgowo przećwiczony, i całkowicie zależał od zaskoczenia śpiących Amerykanów. Lotnicy trenowali ataki torpedowe na płytkich wodach, a bomby dostosowano tak, by przebijały pancerne pokłady okrętów. Rankiem ataku podstęp się utrzymał, a pierwsi piloci zastali port dokładnie takim, jaki mieli nadzieję ujrzeć, zatłoczony, niczego nieświadomy i nieprzygotowany.
Dwie fale nad portem
Uderzenie nadeszło w dwóch falach. Pierwsza, ponad 180 samolotów, uderzyła w lotniska i zacumowane okręty tuż przed ósmą rano, bombowce torpedowe sunęły tuż nad wodą, a bombowce nurkujące i poziome pracowały z góry. Druga fala o podobnej sile nadeszła około godziny później, waląc w cele przez dym. Amerykańscy artylerzyści szybko się otrząsnęli i otworzyli zaciekły ogień przeciwlotniczy, ale pierwsze minuty już rozstrzygnęły ten dzień. Wielu marynarzy zerwano wprost ze snu albo z niedzielnego śniadania, gdy alarm rozbrzmiał nad kotwicowiskiem. Japończycy uderzyli w lotniska na całym Oahu, by utrzymać amerykańskie samoloty na ziemi, i przez większą część dwóch godzin port był sceną eksplozji, przewracających się kadłubów i ludzi walczących o ocalenie okrętów i siebie nawzajem.
Aleja Pancerników w ogniu
Sercem katastrofy była Aleja Pancerników, gdzie osiem amerykańskich pancerników stało zacumowanych wzdłuż wyspy Ford. USS Arizona spotkał najokrutniejszy los, gdy bomba wznieciła pożar jego przedniej komory amunicyjnej, a wybuch rozerwał wielki okręt na części i zabił około 1177 członków załogi, blisko połowę wszystkich ofiar tego dnia. USS Oklahoma przewrócił się całkowicie, więżąc ludzi wewnątrz kadłuba. Wszystkie osiem pancerników zostało zatopionych lub uszkodzonych, wraz z wieloma mniejszymi jednostkami i setkami samolotów, z których większość zniszczono jeszcze na ziemi. W sumie zginęło około 2400 Amerykanów, a wielu kolejnych odniosło rany, i bilans ten wstrząsnął krajem. Mimo to lotniskowce floty były owego ranka na morzu i uszły cało, a napastnicy pozostawili składy paliwa i warsztaty naprawcze w większości nietknięte, przeoczenie, które pozwoliło bazie, i flocie, odrodzić się znacznie szybciej, niż liczyła Japonia.
Dzień, który zapisze się w hańbie
Zwycięstwo taktyczne było olśniewające, ale jego strategiczny werdykt niemal natychmiast obrócił się przeciw Japonii. Ten sam wstrząs, którego szukał Yamamoto, z dnia na dzień zjednoczył podzieloną amerykańską opinię publiczną, uciszając tych, którzy argumentowali za pozostaniem na uboczu. Następnego dnia prezydent Franklin Roosevelt stanął przed Kongresem i nazwał 7 grudnia 1941 dniem, który zapisze się w hańbie, a Stany Zjednoczone wypowiedziały wojnę. W ciągu kilku dni Niemcy i Włochy z kolei wypowiedziały wojnę Ameryce, a cały ciężar amerykańskiego przemysłu i ludzi wszedł do globalnego konfliktu. Słowa Roosevelta i obraz płonącej floty stały się wołaniem, wokół którego zjednoczył się cały kraj. Pancerniki zatopione w mule miały zostać podniesione, a wiele wróciło do służby, lotniskowce miały ponieść walkę z powrotem przez Pacyfik, a zaskoczenie, które zdawało się tak pełne, stało się iskrą, która przypieczętowała los samego planu za nim stojącego.
