Pół roku po Pearl Harbor japońska marynarka rządziła Pacyfikiem i nie przegrała żadnej bitwy. A potem, w kilka minut nad otwartym oceanem koło maleńkiego atolu zwanego Midway, cztery jej lotniskowce poszły na dno, a wojna na Pacyfiku odwróciła się na dobre.
Pułapka, o której Amerykanie wiedzieli
Admirał Yamamoto planował zwabić resztki amerykańskich lotniskowców w rozstrzygającą bitwę pod Midway i je dobić. Nie wiedział, że amerykańscy kryptolodzy złamali japoński szyfr morski na tyle, by odczytać jego plan. Amerykanie wiedzieli, gdzie i mniej więcej kiedy spadnie cios, i sami zastawili zasadzkę.
Pojedynek lotniskowców
Lotniskowce biją się z dystansu, ciskając w siebie samoloty przez wiele mil morza. Rankiem 4 czerwca obie floty szukały się nawzajem samolotami zwiadowczymi i uderzeniami. Fala za falą amerykańskich samolotów torpedowych atakowała japońskie lotniskowce i niemal doszczętnie ginęła, na pozór na darmo.
Pięć minut
Ich ofiara ściągnęła japońskie myśliwce nisko nad wodę. Wysoko w górze amerykańskie bombowce nurkujące dotarły bez przeszkód nad trzy japońskie lotniskowce przyłapane w najsłabszej chwili, z pokładami zastawionymi zatankowanymi i uzbrojonymi samolotami. W jakieś pięć minut zamieniły wszystkie trzy w płonące wraki. Czwarty osaczono i zatopiono jeszcze tego dnia.
Rachunek
Japonia straciła cztery lotniskowce floty i wielu najlepszych pilotów morskich w jeden dzień. Strat tych nie mogła już nigdy w pełni odrobić. Stany Zjednoczone straciły jeden lotniskowiec, Yorktown, i mogły zbudować kolejne.
Odwrócenie fali
Przed Midway Japonia atakowała, gdzie chciała. Po nim inicjatywa na Pacyfiku przeszła w ręce Amerykanów i już nie wróciła. Zapamiętano ją jako jedną z najbardziej rozstrzygających bitew morskich w dziejach, wygraną wywiadem, odwagą i kilkoma minutami idealnego wyczucia.