Przed świtem 6 czerwca 1944 największa flota, jaką kiedykolwiek zebrano, przeprawiła się przez szary, wzburzony kanał La Manche. To, co wydarzyło się tego ranka na plażach Normandii, w dniu, który alianci nazwali D-Day, rozłupało Europę Hitlera i zapoczątkowało wyzwolenie Zachodu.
Twierdza Europa
W 1944 roku III Rzesza trzymała wybrzeże Francji za Wałem Atlantyckim, pasem bunkrów, dział i zapór. Aby wrócić do Europy Zachodniej, alianci musieli wysadzić armię na bronionym brzegu i się na nim utrzymać. Była to najtrudniejsza operacja wojny.
Wielki podstęp
Powodzenie zależało od zaskoczenia. Rozbudowana dezinformacja przekonała niemieckie dowództwo, że cios spadnie pod Pas-de-Calais, w najwęższym miejscu, więc najsilniejsze umocnienia i odwody czekały w złym miejscu, podczas gdy prawdziwym celem była Normandia.
Noc powietrznodesantowa
W ciemności przed lądowaniem spadochroniarze i wojska szybowcowe wylądowali za plażami, by zająć mosty i skrzyżowania oraz wprowadzić zamęt wśród obrońców. Rozproszeni, lecz nieustępliwi, utrzymali skrzydła inwazji.
Pięć plaż
O świcie desant morski uderzył na pięć plaż o kryptonimach Utah, Omaha, Gold, Juno i Sword. Na większości żołnierze przebili się w głąb lądu wysokim, lecz znośnym kosztem. Na Omaha silne umocnienia i morderczy ogień omal nie zepchnęły lądowania z powrotem do morza, aż małe grupy wdrapały się na urwiska i rozerwały linię.
Droga w głąb lądu
Do zmroku alianci byli na brzegu na dobre. Przez kolejne tygodnie przelewali przez przyczółek ludzi i sprzęt, wyrwali się z Normandii i ruszyli na Paryż. D-Day sam w sobie nie wygrał wojny, ale otworzył drzwi, a z tego piasku droga biegła na wschód aż do Berlina.
