W pierwszych dniach września 1914 armie niemieckie były w zasięgu wzroku Paryża i szły szybko. Wtedy, nad rzeką Marną, francusko-brytyjski kontratak zatrzymał je w miejscu. Zwycięstwo ocaliło stolicę, zniweczyło niemiecki plan błyskawicznej wojny i skazało Europę na cztery lata w okopach. Francuzi pamiętają to jako cud nad Marną.
Plan i luka
Niemiecki plan Schlieffena zakładał pokonanie Francji w kilka tygodni przez marsz łukiem przez Belgię i wokół Paryża. Lecz armie niemieckie wyprzedziły własne zaopatrzenie, a generał von Kluck zbyt wcześnie skręcił swoją 1. Armię do wewnątrz, odsłaniając skrzydło. Między 1. a 2. Armią otwarła się luka, a zwiadowcy sprzymierzonych, konni i lotnicy, ją znaleźli.
Taksówki znad Marny
Francuski dowódca Joffre zachował spokój w trakcie odwrotu, po czym wybrał chwilę, by odwrócić się i przyjąć bitwę. By rzucić rezerwy z Paryża na front, gubernator wojskowy miasta Gallieni zarekwirował około 600 paryskich taksówek, mało w liczbach, lecz niezapomniany symbol narodu improwizującego, by przetrwać.
W lukę
Francuska 6. Armia uderzyła w odsłonięte skrzydło niemieckie, a niewielki Brytyjski Korpus Ekspedycyjny wszedł w lukę między dwiema armiami. W obawie przed okrążeniem niemieckie dowództwo rozkazało ogólny odwrót nad rzekę Aisne, gdzie wyczerpane armie zaryły się w ziemię.
Co przesądził ten dzień
Te okopy już nigdy naprawdę nie opustoszały. Znad Aisne obie strony ruszyły w wyścigu na północ, ku morzu, przedłużając linie, aż ciągły front pobiegł od kanału La Manche po Szwajcarię. Wojna ruchu się skończyła. Wszystko, co nastąpiło później, Verdun, Somma i reszta, wyrosło z pata, który zaczęła Marna.
