Latem 1917 roku o płaskie pola Flandrii toczono już walki od trzech lat, lecz nic nie przygotowało żołnierzy armii dowodzonych przez Brytyjczyków na to, co czekało w wybrzuszeniu frontu pod Ypres. To, co zaczęło się jako pewny siebie plan przełamania impasu, skończyło się jako nazwa, która na zawsze miała oznaczać błoto, topienie się i rzeź bez końca. Oto historia trzeciej bitwy pod Ypres, zapamiętanej po wieczne czasy przez zniszczoną wieś, w której zatrzymało się natarcie, Passchendaele.
Plan przełamania impasu
W połowie 1917 roku front zachodni od lat prawie się nie poruszył, a brytyjski dowódca sir Douglas Haig wierzył, że Flandria daje szansę wyjścia z martwego punktu. Zamysł polegał na natarciu na północ i wschód z wybrzuszenia pod Ypres, tego niebezpiecznego wybrzuszenia linii frontu, gdzie niemieckie działa spoglądały na aliantów ze wszystkich stron, a następnie na przebiciu się w stronę belgijskiego wybrzeża. Tam Niemcy trzymali porty osłaniające flotylle U-Bootów, które w zatrważającym tempie zatapiały aliancką żeglugę, więc przełamanie obiecywało zarówno strategiczną zdobycz, jak i ulgę dla obciążonej marynarki. Wojska brytyjskie, kanadyjskie, australijskie i nowozelandzkie zebrały się do tego wysiłku, a po udanym uderzeniu wstępnym pod grzbietem Messines w czerwcu główna ofensywa ruszyła 31 lipca. Sam grunt był jednak już wrogiem. Znaczna część nisko położonej równiny Flandrii leżała zaledwie nieco nad poziomem morza, osuszana od pokoleń przez kruchą sieć rowów i grobli, którą lata ostrzału zaczęły niszczyć.
Ostrzał i deszcz
Zanim piechota ruszyła do natarcia, przemówiła artyleria. Szacuje się, że na niemieckie pozycje spadły około cztery miliony pocisków w kolosalnym ostrzale wstępnym trwającym mniej więcej dwa tygodnie, który zorał pola i zdruzgotał to, co pozostało z systemu odwadniającego utrzymującego suchość gruntu. Wtedy, niemal w chwili rozpoczęcia ataku, na Flandrię spadły najcięższe od wielu lat deszcze. Woda nie miała gdzie odpłynąć, a rozbita ziemia rozpuściła się w bezdenne morze błota. Leje po pociskach wypełniały się i zlewały w kałuże na tyle głębokie, by pochłonąć człowieka, a istnieją relacje o żołnierzach i koniach topiących się tam, gdzie ześlizgnęli się z wąskich drewnianych kładek. Ranni, którzy spadli ze ścieżek, czasem tonęli, zanim dotarła do nich pomoc, a działa osiadały po osie w mule. Błoto nie tylko spowalniało ofensywę, ono ją określiło, zamieniając każdy metr gruntu w mękę i pozbawiając staranny plan rozpędu, którego potrzebował.
Wieś po wsi ku Passchendaele
Skoro szybkie przełamanie okazało się niemożliwe, bitwa stała się mozolnym ciągiem ograniczonych ataków, z których każdy wymierzony był w lekkie wzniesienie, zrujnowaną zagrodę lub zdruzgotane resztki przysiółka. Przez późne lato i jesień linia frontu posuwała się o cale przez miejsca, których nazwy weszły do kronik wojny, grzbiet Pilckem, Menin Road, Polygon Wood, Broodseinde i Poelcappelle. Postępy mierzono w kilku tysiącach metrów okupionych straszliwą ceną, gdy żołnierze nacierali pod ogniem karabinów maszynowych przez grunt, po którym ledwie dało się iść. Ostatecznym celem był grzbiet zwieńczony wsią Passchendaele, a to wojska kanadyjskie stoczyły ostatnie gorzkie podejścia i zajęły ruiny wsi na początku listopada 1917 roku. Passchendaele była już wtedy niewiele więcej niż rozrzuconą cegłą i strzaskanym drewnem na zrytym stoku, a jej zdobycie, po ponad trzech miesiącach, zakończyło ofensywę.
Znaczenie nazwy
Za zysk zaledwie kilku mil Flandrii cena była porażająca. Liczby strat są przedmiotem sporów po dziś dzień, lecz szacuje się je powszechnie na setki tysięcy po każdej stronie, zabitych, rannych i zaginionych, przy czym wielu zaginionych po prostu przepadło w błocie i nigdy ich nie odnaleziono. W kolejnych latach Passchendaele stało się synonimem bezsensu i grozy wojny pozycyjnej na wyniszczenie, skrótem myślowym dla bitew, które pochłaniały życie na ogromną skalę za skrawki zniszczonej ziemi. Sam grunt, o którego utrzymanie alianci tak walczyli, w znacznej mierze oddano następnej wiosny podczas niemieckich ofensyw 1918 roku. A jednak wytrwałość żołnierzy, którzy tam walczyli, brnących naprzód pod ogniem przez zatopiony krajobraz, pozostaje jednym z najbardziej przejmujących obrazów pierwszej wojny światowej, a sama nazwa wciąż stoi jako przestroga przed tym, czego taka wojna mogła zażądać od zwykłych ludzi.
