Na fali u wybrzeży Hiszpanii jedna flota postawiła wszystko na złamanie reguł wojny morskiej. Pod Trafalgarem admirał Horatio Nelson odniósł najpełniejsze morskie zwycięstwo epoki i przypłacił je życiem. Na pokolenie skończyło to wszelką nadzieję na rzucenie Brytyjczykom wyzwania na morzu.
Droga ku kanałowi
Napoleon chciał najechać Brytanię, a do tego potrzebował panowania na morzu, choćby na kilka dni. Zadanie spadło na połączoną flotę francusko-hiszpańską pod admirałem Villeneuve'em. W październiku 1805 wypłynęła z Kadyksu i spotkała czekającą flotę brytyjską koło przylądka Trafalgar.
Nelson łamie reguły
Od stu lat floty biły się w równoległych liniach, wymieniając salwy z dystansu. Nelson to odrzucił. Poprowadził okręty w dwóch kolumnach prosto na linię wroga, czołowo, by pociąć ją na kawałki i wymusić bliskie, chaotyczne zwarcie, w którym brytyjska artyleria i sztuka żeglarska nie miały sobie równych. Gdy flota się zbliżała, poszedł jego sygnał: Anglia oczekuje, że każdy spełni swój obowiązek.
Zwarcie
Kolumny przebiły się, a bitwa rozpadła się na dziesiątki pojedynków okręt na okręt na wprost lufy. Brytyjskie załogi, szybsze w przeładowaniu i pewniejsze pod ogniem, brały jeden wrogi okręt po drugim. Okręt flagowy Nelsona, HMS Victory, wszedł w sam środek walki.
Śmierć Nelsona
U szczytu bitwy francuski strzelec z olinowania sąsiedniego okrętu powalił Nelsona na jego własnym pokładzie. Żył jeszcze tyle, by dowiedzieć się, że bitwa wygrana, i zmarł jako narodowa legenda.
Panowanie na morzu
Około dwóch trzecich połączonej floty zdobyto lub zatopiono; Brytyjczycy nie stracili ani jednego okrętu. Do tej pory Napoleon zdążył już ruszyć w głąb lądu, ku Austrii, gdzie wkrótce zatriumfował pod Austerlitz. Ale morze było rozstrzygnięte: przez następne sto lat należało do Brytanii, a Trafalgar stał się miarą decydującego zwycięstwa.
