Przed świtem 16 grudnia 1944 mroźna cisza lasu Ardenów pękła. Niemiecka artyleria rozdarła cienką amerykańską linię, a z mgły wytoczyły się czołgi i grenadierzy na odcinku, który dowódcy alianccy uznali za zbyt trudny i zbyt spokojny, by miał znaczenie. Hitler postawił swoje ostatnie rezerwy na zachodzie na jeden rozpaczliwy rzut, zimową ofensywę, która miała przebić się przez słabo obsadzony teren, dotrzeć do portu w Antwerpii i rozdzielić armie brytyjską i amerykańską na dwoje. To, co nastąpiło, stało się największą i najkrwawszą pojedynczą bitwą, jaką armia USA stoczyła w całej wojnie.
Zaskoczenie w śniegu
Atak zaskoczył aliantów niemal całkowicie. Amerykańskie dywizje w Ardenach były albo świeżymi oddziałami wciąż uczącymi się rzemiosła, albo weteranami wysłanymi tam na odpoczynek, a odcinek celowo obsadzono skromnie. Gęsta zimowa mgła i niskie chmury, dokładnie ta pogoda, na którą Hitler czekał, przygwoździły do ziemi przytłaczające lotnictwo alianckie, które w innych warunkach zmasakrowałoby niemieckie kolumny z góry. Niemiecka broń pancerna parła na zachód i zmusiła amerykańską linię do wygięcia się w wielki występ, głęboki wybrzuszony klin na mapie, który dał bitwie jej trwałą nazwę. W chaosie rozproszone oddziały walczyły i ginęły na rozstajach i w wioskach, których nazwy nic nie znaczyły aż do tamtego tygodnia, kupując czas swoim uporem, podczas gdy alianckie dowództwo z trudem pojmowało samą skalę tego, co się rozgrywało.
Nuts pod Bastogne
Wkrótce wszystko zaczęło zależeć od węzłów drogowych, a żaden nie liczył się bardziej niż Bastogne, małe belgijskie miasto, w którym schodziło się siedem dróg. 101 Dywizja Powietrznodesantowa, przerzucona tam ciężarówkami, wkopała się w zmarzniętą ziemię, gdy siły niemieckie okrążyły ją i całkowicie odcięły miasto. Otoczeni, z resztkami amunicji, żywności i środków medycznych, drżąc z przenikliwego zimna, obrońcy wytrwali. Gdy niemieccy oficerowie dostarczyli formalne żądanie kapitulacji, pełniący obowiązki amerykański dowódca, generał Anthony McAuliffe, dał jednosłowną odpowiedź, która natychmiast stała się legendą: Nuts. Zdumieni niemieccy parlamentariusze musieli poprosić o jej wyjaśnienie, a garnizon walczył dalej, a jego postawa stała się głównym symbolem amerykańskiej wytrwałości w całej kampanii.
Patton skręca na północ
Odsiecz już mozolnie ku nim zmierzała. Na południu generał George S. Patton dokonał jednego z najbardziej niezwykłych wyczynów wojny, obracając swoją 3 Armię o ostre dziewięćdziesiąt stopni i pędząc ją na północ po oblodzonych drogach w ciągu zaledwie kilku dni, by uderzyć w podstawę niemieckiego występu. 26 grudnia 1944 czołowe elementy jego broni pancernej przebiły się przez pierścień i dotarły do wyczerpanych obrońców Bastogne, otwierając korytarz do miasta. Równie rozstrzygająco niebo w końcu zaczęło się przejaśniać. Alianckie myśliwce bombardujące wróciły z rykiem do akcji, tłukąc niemieckie czołgi, ciężarówki i linie zaopatrzenia rozciągnięte na otwartym terenie, podczas gdy samoloty transportowe zrzucały rozpaczliwie potrzebne zaopatrzenie żołnierzom na dole.
Wydane ostatnie rezerwy
Z topniejącym paliwem, kolumnami utkniętymi daleko przed Antwerpią i alianckim lotnictwem karzącym go za dnia, niemiecki dowódca nie miał już drogi do zwycięstwa. Przez styczeń 1945 alianci napierali z obu skrzydeł i powoli spłaszczali występ, cofając front mniej więcej tam, gdzie się zaczął. Koszt był porażający. Amerykańskie straty sięgnęły szacunkowo 75000 do 100000 zabitych, rannych i zaginionych, najwięcej ze wszystkich pojedynczych bitew, jakie armia USA stoczyła w tej wojnie, a straty niemieckie były porównywalne i, dla narodu, któremu kończyli się ludzie i maszyny, nie do odtworzenia. Hitler postawił swoje ostatnie strategiczne rezerwy na zachodzie i je stracił, a od tamtej zimy Niemcy mogły już tylko cofać się ku własnej klęsce.
