Na błotnistym polu w północnej Francji głodna armia angielska w mniejszości starła się z kwiatem francuskiego rycerstwa i zniszczyła go. Azincourt zapamiętano jako dzień, w którym długi łuk upokorzył opancerzonego rycerza, i jako jedno z najbardziej jednostronnych zwycięstw słabszego w dziejach wojen.
Marsz ku katastrofie
Król Anglii Henryk V wylądował we Francji i zdobył port Harfleur, ale wysoką ceną: długim oblężeniem i wybuchem czerwonki, która wyniszczyła jego armię. Zamiast wracać za morze, ruszył ku trzymanemu przez Anglików Calais. Znacznie większa armia francuska ruszyła, by odciąć mu drogę, i pod wsią Azincourt, 25 października, w końcu to zrobiła.
Pole między lasami
Teren sprzyjał zdesperowanym. Henryk ustawił ludzi na wąskim, świeżo zaoranym polu, ściśniętym gęstymi lasami z obu stron. Ten lejek sprawił, że Francuzi nie mogli wykorzystać przewagi liczebnej do oskrzydlenia. Nocny deszcz zamienił świeżo przewróconą ziemię w głębokie, lepkie błoto.
Burza strzał
Sercem armii Henryka były tysiące łuczników, którzy wbili zaostrzone pale, by złamać każdą szarżę, a potem słali salwę za salwą w zbite szeregi francuskie. Pod tym żelaznym deszczem francuscy zbrojni szli pieszo, z pochylonymi głowami, w zwężające się pole.
Błoto
Reszty dokonało błoto. Obciążeni ciężką zbroją płytową, ściskani coraz ciaśniej, pierwsi Francuzi dotarli wyczerpani i zostali wybici tam, gdzie się potykali. Świeże szeregi napierające z tyłu tylko dokładały się do ścisku. Lekko opancerzeni angielscy łucznicy rzucili łuki, chwycili młoty i noże i weszli między uwięzionych rycerzy.
Rozrachunek
Straty francuskie były katastrofalne, tysiące zabitych, w tym znaczna część możnowładztwa, podczas gdy angielskich poległych liczono w setkach. W pewnej napiętej chwili, w obawie przed nowym atakiem na tyły, Henryk kazał zabić francuskich jeńców, decyzja dyskutowana do dziś. Pod wieczór pole należało do Anglii.
Legenda
Azincourt ugruntowało reputację Henryka i, na pewien czas, wzmocniło jego roszczenie do tronu Francji, przypieczętowane traktatem w Troyes. Trwalszy okazał się mit: garstka braci w mniejszości, prosty łucznik powalający dumnego rycerza, opowieść, którą Szekspir niemal dwa wieki później wyrył w angielskiej pamięci.