Nad ranem 21 listopada 1970 roku 56 żołnierzy amerykańskich sił specjalnych wylądowało śmigłowcami w obozie jeńców wojennych Son Tay pod Hanoi, by odbić przetrzymywanych tam, jak sądzono, Amerykanów. Rajd przebiegł niemal dokładnie według planu i nie zginął żaden komandos, ale obóz był pusty: jeńców przeniesiono w lipcu.
Miesiące przygotowań
W maju 1970 roku amerykańskie zdjęcia rozpoznawcze ujawniły obóz jeniecki pod miastem Son Tay, a wywiad doszedł do przekonania, że przetrzymuje się tam amerykańskich jeńców. Kolegium Szefów Połączonych Sztabów zatwierdziło planowanie rajdu w lipcu. Dowódcą operacji został generał brygady lotnictwa LeRoy Manor, a jego zastępcą pułkownik wojsk lądowych Arthur D. „Bull” Simons, który miał poprowadzić komandosów na ziemi. Komandosi ćwiczyli w bazie Eglin na Florydzie na makiecie obozu w naturalnej skali.1
W połowie listopada zespół przerzucono do Tajlandii. Spośród stu żołnierzy, którzy tam przylecieli, Simons wybrał do szturmu 56.2
Pół godziny na ziemi
O 2.18 nad Son Tay prowadzący MC-130 zrzucił flary, a śmigłowiec HH-3 celowo usiadł z grupą szturmową w obrębie murów więzienia; w tym czasie samoloty marynarki z trzech lotniskowców w Zatoce Tonkińskiej prowadziły atak pozorny.3
Śmigłowiec z Simonsem omyłkowo wylądował około 400 metrów na południe, przy obiekcie oznaczonym na mapach jako „szkoła średnia”, w którym stacjonowali żołnierze przeciwnika; komandosi stoczyli z nimi walkę, zanim przelecieli pod więzienie. John Correll pisze w Air & Space Forces Magazine, że pomyłka okazała się wyjątkowo szczęśliwa, bo żołnierze ci mogliby inaczej zaskoczyć komandosów pod więzieniem. W więzieniu nikogo nie znaleziono i grupa nadała kod „negative items”, oznaczający brak jeńców. Komandosi spędzili na ziemi około pół godziny; żaden nie zginął, a jeden został ranny od kuli.4
Pusty obóz
Jeńców wywieziono z Son Tay w lipcu, gdy rajd był dopiero planowany. Akcję przeprowadzono niemal dokładnie według planu, ale nie osiągnęła celu: nikogo nie odbito.5






