Kto wygrał bitwę pod Kockiem?
Bitwa pod Kockiem, toczona od 2 do 5 października 1939 roku i zakończona kapitulacją 6 października, była ostatnią bitwą regularnego Wojska Polskiego w kampanii wrześniowej. Samodzielna Grupa Operacyjna „Polesie” gen. Franciszka Kleeberga, około 17 do 18 tysięcy żołnierzy zebranych z rezerwistów, cofających się oddziałów i marynarzy Flotylli Pińskiej, walczyła z niemieckim XIV Korpusem Zmotoryzowanym i zmusiła jego 13 Dywizję Zmotoryzowaną do odwrotu. Gdy skończyła się amunicja, złożyła broń. Taktycznie wygrali Polacy; kampania była jednak dawno przegrana.1
18 września 1939 roku z lotniska w Pińsku odleciały do Rumunii trzy bombowce Łoś. Komendant lotniska zaproponował miejsce gen. Franciszkowi Kleebergowi. Generał odmówił: „Wojna jest przegrana. Ale honor żołnierza nie jest przegrany. Mam żołnierzy pod swoją komendą. Nie opuszczę ich”. Osiemnaście dni później, pod małym Kockiem, ci żołnierze stoczyli ostatnią bitwę kampanii i wciąż szli naprzód, gdy skończyły się naboje.2

Grupa złożona z okruchów
Franciszek Kleeberg, urodzony w 1888 roku w Tarnopolu, służył w Legionach Polskich, walczył o Lwów w latach 1918 i 1919, a w 1928 roku został generałem. W 1939 roku dowodził Okręgiem Korpusu nr IX w Brześciu nad Bugiem. 9 września, gdy Niemcy sforsowali Narew pod Wizną i ruszyli na Brześć, Naczelny Wódz polecił mu utworzyć z oddziałów zapasowych i tyłowych Grupę Operacyjną „Polesie” i bronić linii Brześć-Pińsk.3
Było to zadanie ogromne, niepoparte siłą. Od 13 do 16 września, jak pisze Kowalski, załoga twierdzy brzeskiej odpierała pancerny XIX Korpus Heinza Guderiana. Po drodze grupę zasiliła kawaleria, artyleria, spieszeni marynarze Flotylli Pińskiej i żołnierze Korpusu Ochrony Pogranicza.4

Między dwoma najeźdźcami
17 września Polskę zaatakowała Armia Czerwona, w pierwszym rzucie prawie pół miliona żołnierzy. W kleszczach dwóch potęg kampania była przegrana. Naczelny Wódz marszałek Edward Śmigły-Rydz i władze państwowe przekroczyli granicę rumuńską; Kleeberg został ze swoimi żołnierzami.5› Agresja ZSRR na Polskę, 1939
Najpierw chciał zebrać siły pod Kowlem i przebijać się do Rumunii, ale Kowel zajęli Sowieci. 22 września, gdy dowiedział się, że Naczelny Wódz opuścił kraj, ruszył na zachód, na pomoc oblężonej Warszawie. „Co powie naród, jeśli w walce z takim wrogiem i o taką sprawę armia polska zaprzestanie oporu, nie wyczerpawszy wszystkich możliwości?”, pytał. Gdy Warszawa padła, zmienił kierunek: na składnicę broni i amunicji w Stawach pod Dęblinem, a potem w Góry Świętokrzyskie, by przejść do walki partyzanckiej.6
Gen. Zygmuntowi Podhorskiemu tłumaczył: „To nie jest jakaś desperacka decyzja, ona ma sens polityczny. Trzeba przedłużać tę wojnę. Demonstrować światu, że Hitler nie podbił Polski w osiemnaście dni, jak się chełpi”.7
Droga pod Kock
Marsz na zachód utrudniały sowieckie kolumny i uzbrojone bandy. „Wszędzie płonęły wsie, dwory, miasteczka. Noce były jasne od ognia, dni zaciemnione słupami dymu”, wspominał płk Adam Epler. 29 i 30 września grupa pobiła oddziały sowieckie pod Jabłoniem i Milanowem, a grupa przeprawiła się przez Bug pod Włodawą. 1 października sztab stanął w Serokomli, a oddziały zajęły rejon Sukowa, Radzynia i Kocka: lasy i złe drogi sprzyjały polskiej piechocie i kawalerii, a utrudniały Niemcom jazdę samochodami.8
Grupa była już armią w miniaturze: 60 Dywizja Piechoty, 50 Dywizja Piechoty „Brzoza”, Dywizja Kawalerii „Zaza” gen. Podhorskiego i Podlaska Brygada Kawalerii, z nieliczną artylerią i bronią przeciwpancerną.9
Bitwa: 2 i 3 października
2 października polskie oddziały natknęły się na niemiecką 13 Dywizję Piechoty Zmotoryzowanej z XIV Korpusu Zmotoryzowanego gen. Gustava von Wietersheima. Pierwszego dnia atak Niemców został odparty, a Polacy przeszli do natarcia. Walki objęły rozległy obszar, w rejonie Kocka, Serokomli, Krzywdy, Wojcieszkowa, Adamowa, Helenowa i Woli Gułowskiej.10
O sile polskich uderzeń świadczy niemiecki komunikat z wieczora 3 października, przytaczany przez historyka Waldemara Kowalskiego: „XIV Korpus i 13 Dywizja Piechoty Zmotoryzowanej odbija głównymi siłami natarcie polskie związku wszystkich rodzajów broni pod Kockiem i na północny zachód od tegoż. Walki jeszcze nie zakończone”.11

Bitwa: 4 i 5 października
4 października Niemcy przeszli do kontrataku, a od północnego zachodu nadeszła 29 Dywizja Piechoty Zmotoryzowanej gen. Joachima von Lemelsena. Kleeberg skierował przeciw niej część sił, a większości oddziałów kazał uderzyć na 13 Dywizję. Najcięższe walki toczyły się o Adamów, Krzywdę i Wolę Gułowską, która kilkakrotnie przechodziła z rąk do rąk.12
5 października żołnierze 60 Dywizji Piechoty i kawalerzyści natarli na lewe skrzydło 13 Dywizji Zmotoryzowanej. Brawurowym atakiem zdobyli silnie broniony rejon kościoła i klasztoru karmelitów w Woli Gułowskiej i wyparli Niemców z pobliskiego cmentarza. Niemiecka dywizja musiała się cofnąć. Było to zwycięstwo taktyczne.13
Wspomnienia uczestników przetrwały w nagraniach Radia Wolna Europa z 1969 roku. Mjr Jerzy Mielżyński, dowódca szwadronu ułanów, opowiadał o ostatniej potyczce 5 października w lesie pod Wolą Gułowską, gdzie jego ludzie trzykrotnie odparli Niemców. Wachmistrz Eugeniusz Pfeipfer z 1 Pułku Ułanów Krechowieckich mówił: „Biliśmy się przez cztery dni bez przerwy. Koń i ułan byli zmęczeni. Plutonowy z działka przeciwpancernego płakał, gdy kładł ostatni nabój do lufy”.14
Bez amunicji
Po południu 5 października kwatermistrz zameldował Kleebergowi, że amunicji do dział przeciwpancernych i broni ręcznej już nie ma. Brakowało też żywności i leków dla rannych, a grupa była ostatnim walczącym polskim związkiem operacyjnym. W leśniczówce Hordzieszka gen. Kleeberg samodzielnie podjął decyzję o kapitulacji.15
Wieczorem napisał rozkaz pożegnalny: „Żołnierze! Z dalekiego Polesia, znad Narwi, z jednostek, które się oparły w Kowlu demoralizacji, zebrałem Was pod swoją komendę, by walczyć do końca. Chciałem iść najpierw na południe; gdy to się stało niemożliwe, nieść pomoc Warszawie. Warszawa padła, nim doszliśmy”. Pisał dalej, że dalsza walka rozleje tylko krew żołnierską, która jeszcze przydać się może. „Przywilejem dowódcy jest brać odpowiedzialność na siebie. Dziś biorę ją w tej najcięższej chwili”. Rozkaz kończyły słowa: „Jeszcze Polska nie zginęła. I nie zginie!”.16
O godzinie 20 przedstawił decyzję oficerom; płk Tadeusz Falewicz zapamiętał łzy w oczach starego żołnierza. Nie przyszedł gen. Podhorski, który chciał przebijać się dalej. W nocy żołnierze dostali żołd, a część oddziałów zakopała broń, by nie wpadła w ręce wroga.17
Kapitulacja
6 października o godzinie 11, w pochmurny dzień, przed Pałacem Jabłonowskich w Kocku gen. Kleeberg złożył kapitulację na ręce gen. von Wietersheima. Zachowano honory wojskowe, oficerom pozwolono zachować pistolety. „Kiedy szliśmy do niewoli Niemcy nam salutowali”, wspominał wachmistrz Pfeipfer.18
Do niemieckiej niewoli poszło 16 860 żołnierzy SGO „Polesie”, w tym 1255 oficerów i czterech generałów: Kleeberg, Podhorski, Ludwik Kmicic-Skrzyński i Czesław Młot-Fijałkowski. Niemcy przejęli 10,2 tys. sztuk broni strzeleckiej, 205 ciężkich karabinów maszynowych, 20 dział i 5 tys. koni; resztę zniszczono lub ukryto.19

Kleeberg i pamięć o Kocku
Kleeberga osadzono w oflagu IV B w twierdzy Königstein w Saksonii. Ciężko chory na serce, zmarł 5 kwietnia 1941 roku w szpitalu wojskowym w Weisser Hirsch pod Dreznem i spoczął na cmentarzu w Neustadt. W 1969 roku, w 30. rocznicę bitwy, jego szczątki sprowadzono do Polski i 6 października złożono na cmentarzu wojennym w Kocku, pośród żołnierzy poległych w ostatniej bitwie 1939 roku. Pośmiertnie został mianowany generałem dywizji.20
Kock zamknął pięć tygodni walki w obronie Polski, która na ponad pięć lat utraciła państwowość. Zakończył się nie klęską w polu, lecz pustymi ładownicami, i stał się symbolem żołnierzy Września, którzy walczyli dalej, gdy kampania była już przegrana. Wielu z nich miało jeszcze walczyć w konspiracji i na frontach całego świata.21
Kampania zaczęła się na Westerplatte, a największą bitwę stoczono nad Bzurą; zobacz też największe bitwy w historii Polski.






