Kto wygrał bitwę o Westerplatte?
Zwyciężyli Niemcy, ale dopiero po tygodniu. Od 1 do 7 września 1939 roku około 200 polskich żołnierzy majora Henryka Sucharskiego i jego zastępcy, kapitana Franciszka Dąbrowskiego, broniło Wojskowej Składnicy Tranzytowej u wejścia do portu gdańskiego przed 3 do 4 tysiącami napastników, działami pancernika „Schleswig-Holstein” i bombowcami nurkującymi. Mieli wytrwać dwanaście godzin, a wytrwali siedem dni. Stracili 15 zabitych i skapitulowali 7 września. Westerplatte stało się jednym z najmocniejszych symboli polskiego oporu.1
Przed świtem 1 września 1939 roku stary niemiecki pancernik „Schleswig-Holstein”, który od 25 sierpnia stał w gdańskim porcie rzekomo z kurtuazyjną wizytą, otworzył ogień do polskiej składnicy na Westerplatte z odległości kilkuset metrów. Załoga miała się bronić dwanaście godzin, do nadejścia odsieczy. Odsiecz nie nadeszła. Obrona trwała tydzień.2
Polska placówka w Wolnym Mieście
Traktat wersalski uczynił z Gdańska Wolne Miasto pod opieką Ligi Narodów. Polska mogła korzystać z portu, ale nim nie rządziła, a w gdańskich dokach decydowali Niemcy. Przekonała się o tym boleśnie w 1920 roku: w czasie wojny z bolszewikami tamtejsi dokerzy odmówili wyładunku transportów broni dla Wojska Polskiego. Wniosek w Warszawie był prosty: potrzebny jest własny, strzeżony skład w porcie. 14 marca 1924 roku Rada Ligi Narodów przyznała Polsce półwysep Westerplatte, piaszczysty cypel u wejścia do portu, jako miejsce składowania i przeładunku materiałów wojskowych.3
Składnica zaczęła działać w 1926 roku. Decyzją z grudnia 1925 roku Liga Narodów ograniczyła jej obsadę do 88 żołnierzy: dwóch oficerów, dwudziestu podoficerów i sześćdziesięciu sześciu szeregowych, wymienianych co pół roku. Dwie trzecie półwyspu odgradzał ceglany mur, a od 1933 roku powstawały żelbetowe wartownie, w 1936 roku zaś nowoczesne koszary. Formalnie był to magazyn z wartownikami. Gdy po dojściu Hitlera do władzy w Gdańsku rosły wpływy nazistów, stał się najbardziej wysuniętą placówką Wojska Polskiego.4


Załoga i jej tajemnica
W marcu i kwietniu 1939 roku na półwysep przypłynął nowy pluton wartowniczy, wybrany spośród najlepszych żołnierzy 2. Dywizji Piechoty Legionów z Kielc. Z osiemdziesięciu ludzi sześćdziesięciu dziewięciu stanowili „Czwartacy” z 4. Pułku Piechoty Legionów. Latem załogę po cichu powiększono ponad limit Ligi. Jak pisze Jakub Mularczyk z kieleckiej delegatury IPN, cywilni pracownicy składnicy odpływali holownikiem do Gdyni przebrani w mundury, a nazajutrz w ich miejsce wracali prawdziwi żołnierze. 1 września załoga liczyła nieco ponad 200 ludzi: według różnych źródeł od 182 do około 210, a według Muzeum Gdańska około 217 żołnierzy i zmobilizowanych rezerwistów.5
Uzbrojenie było skromne: około 160 karabinów, mniej więcej 40 ciężkich i ręcznych karabinów maszynowych, cztery moździerze 81 mm, dwa działka przeciwpancerne 37 mm i jedna stara armata 75 mm. Broni przeciwlotniczej nie było wcale. Obrona opierała się na pięciu wartowniach ze stanowiskami ciężkich karabinów maszynowych w betonowych schronach, powiązanych ogniem i łącznością telefoniczną z koszarami. Przed nimi wysunięto placówki, takie jak „Prom” i „Przystań”, które miały trzymać napastnika z dala od głównej linii. Zadanie brzmiało: utrzymać się sześć godzin. 31 sierpnia ppłk Wincenty Sobociński przekazał majorowi Sucharskiemu, że odsieczy nie będzie, i wydłużył ten czas do dwunastu godzin.6
Po drugiej stronie stało, według polskich szacunków, od 3 do 4 tysięcy Niemców. Blisko połowę stanowili marynarze z pancernika i kilku jednostek pomocniczych, w tym kompania szturmowa Kriegsmarine, wspierani przez saperów, około 65 dział i blisko 50 samolotów. Natarciem lądowym dowodził generał Friedrich Eberhardt.7
1 września: pierwsze strzały
Tuż po czwartej rano wartowników zaalarmował pojedynczy strzał karabinowy. O 4.45, bo tę godzinę przyjęto w polskiej pamięci (dziennik okrętowy notuje 4.48), odezwały się działa pancernika, a do ataku ruszyła niemiecka kompania szturmowa. Westerplatte nazywa się zwykle pierwszą bitwą II wojny światowej, choć bombardowanie Wielunia tradycyjnie datuje się na 4.40. Dr Grzegorz Bębnik z IPN dowodzi jednak, że nalot na Wieluń zaczął się godzinę później, o 5.40.8
Napastnicy liczyli na krótką walkę. Tymczasem wpadli w krzyżowy ogień z pozycji, których nie rozpoznali, ponieśli ciężkie straty i się wycofali. Żołnierze porucznika Leona Pająka utrzymali placówkę „Prom” przez mniej więcej cztery godziny, zanim cofnęli się do wartowni nr 1. Sam Pająk został ciężko ranny i przeżył tylko dzięki lekarzowi załogi, kapitanowi Mieczysławowi Słabemu. Po latach oceniał, że właśnie te cztery godziny nastawiły psychicznie całą załogę i przesądziły o długości obrony. Wieczorem dwanaście godzin minęło, a składnica wciąż była polska.9

2 września: sztukasy
Drugi dzień był najcięższy. Na półwysep spadły bomby kilkudziesięciu nurkujących Ju 87, według jednego z szacunków od 40 do 60 maszyn. Zniszczone zostały górne kondygnacje koszar, radiostacja i wodociąg, więc odtąd jedynym źródłem wody była studnia artezyjska w piwnicy. Bomba rozbiła wartownię nr 5. Zginęła większość jej obsady, w tym kpr. Jan Gębura, Józef Kita, Antoni Piróg i Ignacy Zatorski. Niemcy próbowali też podpalić las, który osłaniał polskie stanowiska.10
Tego dnia major Sucharski, wyczerpany i przekonany o beznadziejności położenia, przeżył załamanie nerwowe i kazał wywiesić białą flagę. Jego zastępca, kapitan Franciszek Dąbrowski, polecił ją zdjąć i wraz z innymi oficerami opowiedział się za dalszą walką. Od tej chwili to on bezpośrednio kierował obroną, a rozkaz kapitulacji zachowano w tajemnicy przed żołnierzami, by nie podkopać ich ducha.11
Dni bez zmiany
3 września obrońcy dowiedzieli się, że Wielka Brytania i Francja wypowiedziały Niemcom wojnę, i na chwilę wróciła nadzieja na pomoc. W całej Polsce radio powtarzało słowa, które przeszły do historii: „Westerplatte broni się nadal”, wraz z pozdrowieniami Naczelnego Wodza, marszałka Edwarda Rydza-Śmigłego, dla dzielnej załogi. Obronę składnicy stawiano za wzór żołnierzom walczącym w innych częściach kraju.12
Na samym półwyspie dni zlewały się w jeden. Żołnierze trwali na stanowiskach bez zmiany, prawie nie spali, jedli suchy prowiant i pod ostrzałem nosili wodę z koszar do wartowni. Kapral Edward Łuczyński podsumował to po latach słowami: „siedem dni bez zmiany na posterunkach, bez światła, bez wody i bez spania”. Rannych przybywało, a doktor Słaby nie miał już prawie leków ani narzędzi, by ich ratować.13
7 września: kapitulacja
Rankiem 7 września Niemcy otworzyli zmasowany ogień artyleryjski, który trwał około godziny. Potem saperzy z miotaczami ognia podpalili las, a do natarcia ruszyła piechota. Atak odparto, ale zawaliła się wartownia nr 2, a wartownie nr 1 i 4 były poważnie uszkodzone. Ranni byli zagrożeni gangreną, odsieczy nie było, więc Sucharski postanowił przerwać walkę. Duże znaczenie miało zdanie doktora Słabego, który chciał ratować rannych, a pozostali oficerowie nie sprzeciwili się wyraźnie tej decyzji.14
W relacji spisanej w 1946 roku, przytoczonej w publikacji IPN, Sucharski pisał: „W tych warunkach i wobec znanego mi częściowo położenia w kraju, zdecydowałem się na kapitulację”. Na koszarach zawisła biała flaga, której Niemcy w pierwszej chwili nawet nie zauważyli. Generał Eberhardt pozwolił Sucharskiemu zachować w niewoli oficerską szablę, co miało być wyrazem uznania dla obrońców.15
Ostatnie chwile w koszarach zapamiętano inaczej niż wielkie gesty. Major podziękował żołnierzom za spełnienie obowiązku, odmówiono modlitwę za poległych i odśpiewano „Śpij kolego”. Starszy legionista Julian Rejmer wspominał: „To była chwila, której uczuć nie można wylać na papier, ani powiedzieć”.16
Straty i niewola
Poległo 15 obrońców. Tę liczbę podają Muzeum Gdańska i IPN, choć w niektórych opracowaniach pojawia się 16, a w innych około 20 zabitych, razem ze zmarłymi później. Rannych było od około 30 do około 50. Strat niemieckich nie da się podać dokładnie: Muzeum Gdańska uważa je za nieznane, a nowsze polskie badania szacują je na około 50 zabitych i 150 rannych. To znacznie mniej niż 300 poległych, o których pisano dawniej.17
Jeńców zebrano na polanie przy Mewim Szańcu, oddzielono oficerów od podoficerów i szeregowych, po czym autobusami przewieziono ich do Gdańska. Po drodze niemieccy mieszkańcy miasta obrzucali ich kamieniami i opluwali. W Warszawie nikt nie wiedział, że przeżyli. „Kurjer Warszawski” 10 września wydrukował nekrolog całej załogi, a Konstanty Ildefons Gałczyński, przekonany o ich śmierci, napisał „Pieśń o żołnierzach z Westerplatte”. Tymczasem oficerowie trafili do oflagów, a niemal wszyscy szeregowi do stalagu I A w Stablack w Prusach Wschodnich. Wielu pozostało w niewoli do 1945 roku.18› Obrona Helu, 1939

Pamięć i spór o dowództwo
Na przebieg niemieckiej napaści na Polskę Westerplatte wpłynęło niewiele, za to w polskiej pamięci urosło do rangi jednego z najważniejszych symboli: garstka żołnierzy, która nie ustąpiła przed przytłaczającą siłą w pierwszych dniach wojny. Legendę utrwaliły wiersz Gałczyńskiego, książka Melchiora Wańkowicza i film Stanisława Różewicza, a w 1966 roku odsłonięto na półwyspie 25-metrowy Pomnik Obrońców Wybrzeża.19
Od początku lat 90. część autorów przekonuje, że prawdziwym dowódcą obrony był Dąbrowski, a nie Sucharski. Historycy tacy jak Marek Deszczyński z Uniwersytetu Warszawskiego zajmują stanowisko pośrednie: obrona była sprawnie przeprowadzoną obroną małej twierdzy, Dąbrowski przejął dowodzenie, gdy Sucharski nie był w stanie go sprawować, a kapitulacja przyszła wtedy, gdy dalszy opór oznaczałby już tylko kolejne ofiary. Sucharski nie doczekał tego sporu. Jego prochy sprowadzono z Włoch i złożono na Westerplatte 1 września 1971 roku.20
Dłużej trwała walka o groby. W lipcu 1946 roku przy miejscu wartowni nr 5 stanął krzyż z tablicą z nazwiskami poległych. W 1962 roku władze PRL usunęły krzyż i postawiły w jego miejscu radziecki czołg T-34, który zabrano dopiero w 1989 roku. Wykopaliska Muzeum II Wojny Światowej w 2019 roku odsłoniły szczątki poległych obrońców, wśród nich Ignacego Zatorskiego, a 4 listopada 2022 roku pochowano ich z honorami wojskowymi na nowym cmentarzu z piętnastoma stelami, po jednej dla każdego z poległych.21› Powstanie Warszawskie, 1944

Westerplatte dziś
Półwysep leży u wejścia do gdańskiego portu, a pole bitwy jest dziś pod opieką Muzeum II Wojny Światowej. Można przejść obok ruin Nowych Koszar, cmentarza żołnierzy i pomnika. Wartownia nr 1, przeniesiona w 1967 roku, by uratować ją przed rozbiórką, jest jedyną z zachowanych wartowni udostępnioną zwiedzającym. Od 1974 roku mieści izbę pamięci z pamiątkami po składnicy i jej obrońcach, a od 1980 roku jest oddziałem Muzeum Gdańska. Co roku 1 września uroczystości zaczynają się tu o 4.45, przy dźwięku syren.22› Bitwa pod Mokrą, 1939






